|
Strona 1 z 2 s. Natalia Musidlak ZSNM
Warszawa
Karol Wojtyła – robotnik w Kamieniołomie
Żyjemy w społeczeństwie pluralistycznym, w którym dokonują się szybko wielkie zmiany. Ongiś wszystko było na ogół jednorodne, zorganizowane zgodnie z chrześcijańską koncepcją życia, Kościół zaś stanowił część integrującą całość. Obecnie sytuacja jest inna. Współżycie ludzkie organizuje się na podstawie nowych wartości: postęp naukowy, techniczny i ekonomiczny. Wiedza, poznanie, komunikacja oraz konfrontacja kultur – rozszerzają się po całym świecie i przenikają nawzajem. Pojawiają się przy tym nie tylko zupełnie nowe braki równowagi, ale także powszechna dezorientacja połączona z głębokim kryzysem sensu i z różnego rodzaju przemocą. Dostrzega się poważny kryzys tożsamości religijnej i wiary (Barbosa 1995: 7) a co za tym idzie, duchowości. Trudno ustalić jednolitą definicję duchowości. Należy wziąć pod uwagę fakt, że duchowość rozwijała się w ciągu wieków. Barbosa twierdzi, że pojęcie duchowości ma swój korzeń i rdzeń w „duchu", a więc w tchnieniu, wietrze, fali. Duch zaś oznacza życie pod działaniem Boga Stwórcy. Duch nie jest i nie może być przeciwstawiany materii, albowiem w nią się wciela i stara się ją wypełnić. Duch oznacza też życiodajne tchnienie Boga. Zasadniczym sensem duchowości jest ożywianie Duchem Jezusa ludzkiego bytowania. Duchowość jest życiem według Ducha Jezusa w Kościele i życiem Jego Duchem. Duchowość wskazuje na spotkanie Ducha Bożego z naszym duchem lub ośrodkiem osobowości. Duchowość jest najgłębszą płaszczyzną naszego życia chrześcijańskiego. Mówić o duchowości – to mówić o oddychaniu danej osoby, o stylu jej życia, o jej dążeniach (Barbosa 1995: 7). Św. Paweł stwierdza, że „kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy" (Rz 8, 9). Istotą więc duchowości chrześcijańskiej jest jak najgłębsze zjednoczenie z Chrystusem. Bp Wojciech Owczarek, Założyciel Zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi często modlił się, aby w jego słowach, myślach, gestach i spojrzeniu sam Chrystus się objawiał. Duchowość chrześcijańska rodzi się z osobistego spotkania z Bogiem w Jezusie Chrystusie, w Duchu przekazanym przez Niego Kościołowi. Jest spotkaniem i rozmową. Nie polega na ucieczce od świata, ale na kontemplacji w działaniu (Barbosa 1995: 8). W podjętej refleksji interesuje nas nie tyle samo określenie pojęcia duchowości, co pytanie: czy możliwa jest we współczesnym świecie autentyczna duchowość, a konkretnie – podjęta w temacie – duchowość pracy? Czymże jest zatem praca? Praca to „celowa działalność człowieka, która polega na przekształcaniu różnego typu dóbr i przystosowywaniu ich do zaspokajania potrzeb ludzkich” (Encyklopedia PWN 1997: 729). Dzięki niej są tworzone nowe wartości, przyczyniające się do większego uczestnictwa człowieka w dobru. Praca doprowadza zatem do wzrostu doskonałości osobowej, będącej doskonałością działania, uczestnictwa i bycia, ponieważ osoba realizuje się przez pracę, w niej przejawia się osobowość, przez nią się dopełnia i doskonali (Majka 1986: 377). Aktywność tego typu otwiera na bliźnich w wyniku procesu współdziałania, dlatego jest bardzo ważnym czynnikiem tworzącym wspólnotę nakierowaną na wspólne realizowanie dobra (Majka 1986: 377). Ks. Józef Tischner powie, że „praca to szczególna forma rozmowy” (Tischner 2005: 25). W zwykłej rozmowie ludzie wymieniają między sobą słowa. Ludzie pracy czynią coś podobnego. Wymieniają się wytworami swojej pracy: „rolę przygotowali praojcowie, kosę – robotnicy, chleb upiekł piekarz, a nasycił się nim poeta” (Tischner 2005: 25). Każdy człowiek podejmujący pracę jest więc ogniwem między przeszłością a przyszłością, uczestniczy w dyskursie, który trwa od wieków. Owoc pracy człowieka sięga też ku przyszłości. Dialog pracy idzie dalej niż zwyczajna rozmowa. Praca ma szczególną mądrość wewnętrzną, która stawia ludziom wymagania. Każdy musi wiedzieć, co powinien robić, aby z cząstkowych prac wyrosła organiczna całość. Zdaniem ks. Tischnera rozmowa pracy służy podstawowemu celowi – życiu. Podtrzymuje i zapewnia jego rozwój (praca rolnika, lekarza, budowniczego domu itp.), bądź nadaje życiu głębszy sens, na przykład praca artysty, filozofa, kapłana. Dzięki wartości życia, której służy praca, praca uzyskuje wartość i godność (Tischner 2005: 27). Nie jest więc pracą taka działalność człowieka, która niszczy, niesie śmierć i zło. W naszych poszukiwaniach i rozważaniach podążymy śladem życia Karola Wojtyły, którego duchowość i doświadczenie Boga jest dla wielu współczesnych ludzi wezwaniem i światłem na drodze własnego rozwoju duchowości. Jesienią 1940 roku, kiedy naziści zaczęli coraz surowiej egzekwować swoje przepisy o pracy, Karol Wojtyła rozpoczął okres blisko czteroletniej pracy jako robotnik fizyczny w chemicznej fabryce Solvay. George Weigel w Świadku nadziei opisuje pracę Karola: „W kamieniołomie, dole głębokim na kilkadziesiąt metrów, wydobywano wapień niezbędny do produkcji sody w fabryce chemicznej Solvay, usytuowanej na przedmieściach Krakowa, w Borku Fałęckim. Przez całą ostrą zimę przełomu 1940/1941 rok, kiedy temperatura spadała do –30stopni, Karol ładował wapień do wagoników miniaturowej kolejki na dnie dołu. Praca w kamieniołomach była ciężka i niebezpieczna. Codziennie każdy robotnik musiał napełnić jeden z wagoników wapieniem. Nowi robotnicy–studenci nie mogli osiągnąć tej normy, ale życzliwi zwierzchnicy stosowali ulgową taryfę. Jedyna przerwa w ciągu dnia przeznaczona była na śniadanie, które trzeba było przynosić z domu. Zazwyczaj składało się ono z twardego chleba z marmoladą i kawy zbożowej. Dzień roboczy na Zakrzówku trwał od wczesnego rana do trzeciej po południu, po czym Karol, ubrany w drelich i drewniaki, wędrował do domu, z tym, co udało mu się zdobyć dla ojca i siebie w kamieniołomie czy gdzie indziej: odrobiną węgla, kilkoma ziemniakami, może kapustą czy fasolą. W październiku 1941 roku, Wojtyła został przeniesiony do fabryki w Borku Fałęckim, nieco oddalonej od Dębnik, ale za to dającej dużo lepsze warunki pracy. Pracował tam w oczyszczalni wody, często na zmianie nocnej. Wtedy łatwiej mu było czytać w przerwach pomiędzy taszczeniem wiader z mlekiem wapiennym. Robotnicy fabryczni mogli także w trakcie zmiany korzystać ze skromnych posiłków, złożonych z pół litra zupy i paru deka chleba” (Weigel 2000: 77). Warunki pracy w Borku Fałęckim pozwalały Karolowi rozmawiać z towarzyszami pracy. Dyskutował czasem na tematy religijne, robotnicy także pamiętają Karola modlącego się na kolanach w fabryce. Kilkanaście lat później tak wspomina swoich towarzyszy w poemacie Kamieniołom: „Znam was, wspaniali ludzie, ludzie bez manier i form. Umiem patrzeć w serce człowieka bez obsłon i bez pozorów. (...) W górze nad wami płot – tam kilofy rozrzucone na torach”. (Kamieniołom, Uczestnictwo, s. 47). Wyznanie to świadczy o głębokiej akceptacji każdego człowieka bez względu na status społeczny, pochodzenie czy wykonywaną pracę. Słowa te rzucają światło na rozumienie postawy Jana Pawła II, którą widzieliśmy na własne oczy – Alter Christi, Pasterz owiec. Zawsze sięgał dalej niż to, co widoczne tylko dla oczu, jakby przenikał duszę, wchodził w relację ze spotkanym człowiekiem. Karol Robotnik w drodze do domu często zatrzymywał się w kościele Ojców Redemptorystów w Podgórzu, żeby uczestniczyć w porannej mszy św. po zakończeniu nocnej zmiany. Z modlitwy i skupienia przed Bogiem Karol czerpał siłę na trudne lata okupacji. Przez trud pracy jednoczył się z Chrystusem dźwigającym krzyż zbawienia świata. Już wtedy młody student odkrywał zbawczą wartość pracy, jako drogi uświęcenia i poznawania siebie. W poemacie wyznał to słowami: „Czyjeś ręce należą do pracy, czyjeś ręce należą do krzyża przez pracę dojrzewa człowiek” (Kamieniołom, Uczestnictwo, s. 47, Natchnienie, s. 46). W pięćdziesiątą rocznicę święceń kapłańskich Jan Paweł II wspomina: „Fabryka stała się dla mnie, na pewnym etapie, prawdziwym seminarium duchowym, choć zakonspirowanym. Pracowałem w kamieniołomie od września 1940 roku, a w rok później przeszedłem do oczyszczalni wody do fabryki. Tak, więc lata związane z kształtowaniem się ostatniej decyzji pójścia do seminarium wiążą się właśnie z tym okresem. (...) Wiedziałem, co to jest praca fizyczna, gdyż byłem robotnikiem. Spotykałem się, na co dzień z ludźmi ciężkiej pracy, poznałem ich środowisko, ich rodziny, ich zainteresowania, ich ludzką wartość i godność” (Jan Paweł II 1996: 22–23). Z perspektywy łupania skał na Zakrzówku i dźwiganiu wiader mleka wapiennego w Borku Fałęckim, młody pracownik kamieniołomu zaczął głębiej rozważać znaczenie samej pracy. Papieski biograf rozważa, że „katolicka tradycja, w jakiej się wychował, utrzymywała, że taka wyczerpująca praca jest jednym z przekleństw grzechu pierworodnego, jedną z trwałych kar za nieposłuszeństwo Adama i Ewy względem Boga. Doświadczenie kamieniołomu pozwoliło Karolowi odkryć, że praca, z całą surowością i trudem, jest uczestnictwem w twórczości Boga, dotyka samej istoty człowieka jako stworzenia, któremu Bóg powierzył panowanie nad ziemią” (Weigel 2000: 80). Swoje rozmyślania i doświadczenie pracy Karol Wojtyła wyraził w sposób poetycki: „Słuchaj, kiedy stuk młotów miarowy i tak bardzo swój przenoszę wewnątrz ludzi, by badać siłę uderzeń – słuchaj, prąd elektryczny kamienistą rozcina rzekę –a we mnie narasta myśl, narasta dzień po dniu, że cała wielkość tej pracy znajduje się wewnątrz człowieka”. (Kamieniołom, Tworzywo, s. 44). Wielkość pracy znajduje się wewnątrz człowieka. Pracuje, ponieważ kocha swoją rodzinę, dzieci, wszystkich tych, którzy są zależni od jego pracy, niejako dyktuje mu to jego serce. Wojtyła sugeruje, że wbudowane w pracę napięcia, poszukiwania sensu pracy znajdują rozwiązanie w transcendentnej godności robotnika, którego nigdy nie można sprowadzić tylko do roli jednostki produkcyjnej. Autor poematu Kamieniołom odkrywa w pracy rąk ludzkich duchowość działania człowieka. Wydobywa jej sens i istnienie: „Praca zaczęła się wewnątrz, a na zewnątrz ma tyle przestrzeni, że dłonie ogarnia natychmiast i dosięga do granic oddechu. Oto spójrz: wola trafiła w kamienia głęboki dzwon. Kiedy myśl uzyskuje swą pewność, wówczas razem dosięgły szczytu serce i dłoń”. (Kamieniołom, Natchnienie, s. 45). To, co zaczyna się wewnątrz, jest Bożym zaczynem i wezwaniem do współpracy ze Stwórcą. W pewnym sensie od człowieka zależy, co uczyni z tym wewnętrznym bogactwem. Praca ludzka musi, więc mieć charakter podmiotowy. Człowiek przez wykonywaną pracę ma utwierdzać swój byt i panowanie nad wytworem rąk swoich: „jednak nie prąd elektryczny rozwiązuje w całości ich moc, ale ten, co ja nosi w swych dłoniach: robotnik”. (Kamieniołom, Tworzywo, s. 44). Ani wytwory pracy, ani ona sama nie może zniewalać człowieka. Posługując się biblijną metaforą – w pracy ludzkiej można odróżnić obraz i podobieństwo. Obraz jest Bożym zamysłem wobec ludzkiej pracy, a podobieństwo jest tym, co z owym obrazem czynimy. Człowiek został stworzony jako zdolny do planowego i celowego działania, może stanowić o sobie i zmierzać do spełnienia siebie. Praca jest więc takim procesem, w którym czyni sobie ziemie poddaną, a zarazem rozwija siebie. Człowiek panuje i niejako potwierdza siebie, gdy panuje. Oczywiście chodzi tu o biblijne znaczenie panowania nad ziemią, która została podarowana człowiekowi przez Stwórcę. Powierzając człowiekowi opiekę i panowanie nad ziemią, powołał go do współdziałania z sobą w doskonaleniu dzieła stworzonego. Podkreślił to w szczególny sposób Sobór Watykański II w Konstytucji Gadium et spes. Sobór stwierdza najpierw, że „wysiłki ludzkie mające na celu poprawienie warunków swego bytowania odpowiadają zamierzeniom Bożym” (KDK 34). Człowiek bowiem, podporządkowując sobie ziemię przez pracę i uznając Boga Stwórcę wszystkiego, jest powołany do tego, by siebie samego i wszystkie rzeczy odnosił do Niego i w ten sposób oddawał Mu cześć należną. Dotyczy to nie tylko najcięższych i wyjątkowych prac. Lecz wszystkich codziennych zajęć. „Przez wszelką, więc pracę człowiek odnosi świat do Boga i oddaje Mu chwałę” (Woronowski 1987: 23), a także rozwija dzieło Stwórcy, zaradza potrzebom współbraci i w ten sposób „przyczynia się do spełniania w dziejach świata zamysłu Bożego” (KDK 34). Panowanie to, czyli czynienie ziemi poddaną, musi odbywać się w kontekście personalnej relacji do Boga i innych ludzi. Podstawową relacją jest zależność człowieka od Stwórcy, drugą zaś od innych ludzi, którzy swoją pracą poszerzają możliwości naszej pracy. Znajdujemy więc tutaj etyczny wymiar pracy. Spójrzmy na Chrystusa, pracującego przez większość życia w warsztacie ciesielskim. Najwymowniej przedstawił ewangelię pracy i ukazał podstawę określania wartości pracy ludzkiej: nie rodzaj wykonywanej czynności, ale fakt, że ten, kto ją wykonuje, jest osobą. Ostatecznym zatem celem pracy jest sam człowiek. Doświadczenie ciężaru i trudu pracy robotnika było dla Jana Pawła II źródłem do napisania encykliki Laborem exercens. Papież naucza w niej, że „praca wyróżnia człowieka wśród reszty stworzeń, (...). Praca nosi na sobie znamię człowieka i człowieczeństwa, znamię osoby działającej we wspólnocie osób” (LE, Wstęp). Zadanie: czyńcie sobie ziemię poddaną, skierowane do człowieka, oznacza proces pracy, w którym bierze udział każde pokolenie. Papież pisze, że „proces ten jest uniwersalny, obejmuje, bowiem, wszystkich ludzi, każdy etap rozwoju ekonomicznego i kulturalnego, a równocześnie jest to proces przebiegający w każdym człowieku, w każdym świadomym ludzkim podmiocie (LE 4). Praca łączy ludzi, na tym polega jej istota społeczna – siła budowania wspólnoty. Człowiek powinien pracować ze względu na swoje własne człowieczeństwo, którego utrzymanie i rozwój domaga się pracy” (LE 16). Nauczanie zawarte w encyklice Laborem exercens współbrzmi z utworem Karola Woj tyły podkreślając wartość pracy, jako służby w miłości: „Dłonie są krajobrazem serca. Dłonie pękają nieraz jak wąwozy, którymi się toczy nieokreślony żywioł. Te same dłonie, które człowiek wówczas dopiero otwiera, gdy nasycone są trudem – i widzi, że przez niego jednego inni ludzie spokojni już idą”. (Kamieniołom, Tworzywo, s. 45).
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »» |