|
|
|
,, Ten koszmar trwał ponad dziesięć lat’’
Jestem kobietą 30-letnią ( żoną byłego więźnia, przyp.red.), chciałam Wam opowiedzieć historię mojego życia bez Chrystusa i z Chrystusem. Miałam zaledwie 15 lat, kiedy poznałam chłopca z ulicy i zakochałam się w nim. Zostałam wychowana w rodzinie bardzo katolickiej i surowej, i dlatego, kiedy to odkryli, nie chcieli, abym z nim była i zaczęli mi zabraniać widywać go, lecz ja, zaślepiona miłością, nie chciałam ich słuchać i zdecydowałam się z nim uciec. Tak zrobiliśmy, i po długiej walce moi rodzice złożyli podpis w sądzie dla nieletnich, abym mogła wziąć ślub w urzędzie. Przez jakiś czas sprawy toczyły się dobrze, zaakceptowałam moje życie, pomimo, że on kradł. Nie brakowało mi niczego, ponieważ forsa sypała się obficie ze wszystkich stron, dlatego też myślałam, że pieniądz uczynił mnie szczęśliwą. Aż pewnego dnia dowiedziałam się, że on sprzedaje narkotyki i w konsekwencji sam został uzależnionym narkomanem. Ten koszmar trwał ponad 10 lat, a on raz po raz szedł do więzienia i z niego wychodził. Zaczęłam się buntować, zmęczona tym cierpieniem nie miałam zaufania, i zdecydowałam się rozwieźć. Mając już dwoje dzieci nie chciałam, aby cierpiały z mojego powodu i nie chciałam, aby widziały ojca wpadającego w śpiączkę nad talerzem zupy. Moje życie stało się ogromnym cierpieniem, powoli moja miłość do niego przeobraziła się w nienawiść. Prosiłam gorąco Pana (jeśli by istniał), aby sprawił, by on umarł lub bym ja umarła, ponieważ stało się to zbyt wielkim krzyżem do znoszenia, a ja sama oczywiście nie dawałam rady. Miałam na myśli tylko jedno- separację. Kiedy powzięłam ostateczną decyzję aby go zostawić, on poszedł do więzienia, a ja, z powodu listów, jakie do mnie pisał, nie miałam odwagi, by go opuścić. Pewnego dnia poszłam na rozmowę do więzienia w Poggioreale ( Neapol), i on mi powiedział, że poznał katechistów, którzy z pomocą Jezusa Chrystusa pozwolili mu zrozumieć, że był ktoś, kto go kochał takim, jakim był, z jego grzechami, z jego słabościami, i tym kimś był Pan. Powiedział mi, że kiedy wyjdzie z więzienia, weźmiemy ślub w kościele, ponieważ żyliśmy w grzechu. Ja wysłuchałam tego w ciszy myśląc, że narkotyki zawróciły mu w głowie, ponieważ po wielu obietnicach, jakie mi składał, w tę już nie wierzyłam. Przekonałam się jeszcze bardziej, że muszę się rozwieźć, ponieważ z pewnością nie zniosłabym więcej niż jednego dnia z takim głupim upośledzonym umysłowo. Był to okres Paschy, on miał przepustkę i kiedy przyszedł do domu, powiedział mi, że w więzieniu spotkał Jezusa Chrystusa po raz pierwszy w swoim życiu, ze przyjął Pierwszą Komunię i zrozumiał, że są dwie drogi- droga dobra i droga zła. Droga dobra była długa, wąska i trudna do przejścia, lecz z pomocą Pana przejdziemy ją, podczas gdy droga zła jest drogą, na której żyliśmy- szeroka, obszerna i bez przeszkód, chociaż tak naprawdę nigdy nie wierzyliśmy do końca, że ona była dobra. Ja w czasie tego przemówienia byłam jeszcze bardziej nieobecna niż zazwyczaj. Zapytał mnie, czy nie chcielibyśmy spróbować jeszcze ten jeden , ostatni raz i wziął mnie na katechezy w parafii Św. Jakuba. Kiedy słuchałam katechez, wydawało mi się, że opowiadają moje życie i uderzyło mnie to bardzo. Na koniec wszystkich katechez weszliśmy do wspólnoty na drogę neokatechumenalną, gdzie odnalazłam radość życia, poczułam się kochana, akceptowana i dzięki miłosierdziu Boga- rozgrzeszona, bez dania czegokolwiek w zamian. Od tego dnia moje życie się zmieniło, wzięliśmy ślub w kościele, mając błogosławieństwo Jezusa Chrystusa. Chociaż początek drogi był ciężki, mieliśmy wiele trudności, on nie miał pracy, lecz mogliśmy naprawdę doświadczyć opatrzności Jezusa Chrystusa. Powoli zaczęłam pokładać wiarę i mieć pełne zaufanie w Panu, wierzyć naprawdę w Jego wielkie miłosierdzie, w Jego miłość i mówić bez cienia wątpliwości, ze On jest Ojcem dla mnie, dla moich dzieci i również dla całej ludzkości. Potem Pan zechciał mi dać ogromny dar- trzecie dziecko. W momencie porodu nie zostawił mnie nawet na chwilkę, czułam nieustannie Jego obecność, Jego miłość do mnie jest ogromna, uczucia, których nigdy nie doświadczyłam. Nawet gdy nie było pracy, nigdy nic nie brakowało moim dzieciom. Potem raz jeszcze Pan zechciał uczynić mnie szczęśliwą i dać mi doświadczenie cudownych uczuć, dając mi czwarta córkę. Teraz jesteśmy rodziną całkowicie przepełnioną miłością, ponieważ wiemy, że pomimo naszych trosk Pan nigdy nas nie opuści, nawet na chwilę. On jest blisko nas ze swoim cieniem, i jeśli Go nie widzimy, to dlatego, że niesie nas na ręku. Z perspektywy siedmiu lat drogi, teraz mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że kocham Pana, ponieważ On uczynił ze mnie kobietę, żonę, matkę w pełni szczęśliwą. Pan zechciał, abym ujrzała zwycięstwo w mojej rodzinie, które służyłoby mnie i mojemu mężowi. W naszej głupocie i niewiedzy przekazaliśmy również im tę miłość, którą Pan nam daruje, i czworo moich braci weszło do wspólnoty i zaakceptowało mojego męża, a moi rodzice lubią go dziś tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
P.Astorri, G. Carotenuto, P. T. Mengon, S. Spagnuolo, P.L Zocca, Uwięzieni, ale wolni!,Kraków 1997, s.155-168.
|
|
|
|
|
Parafia Opatrzności BożejMałe Dzieło Boskiej Opatrzności Orioniści
Kancelaria parafialna czynnaponiedziałek od 16 do 18 wtorek od 10 do 12 i 16 do 18 środa od 10 do 12 i 16 do 18 czwartek od 10 do 12 i 16 do 18 piątek od 16 do 18 sobota od 11 do 12
Msze Świętew niedziele i święta 6.30; 8.00; 9.30; 10.30 11.00; 12.30; 16.00; 18.00 (W lipcu i sierpniu nie ma Mszy świętej o 16.00) w dni powszednie 6.30; 7.15; 8.00; 18.00 (W lipcu i sierpniu nie ma Mszy świętej o 8.00) Eucharystia w intencji dobrodziejów i ofiarodawców naszej parafii Poniedziałek godz. 18.00 Nabożeństwo Fatimskie 13 dnia każdego miesiąca 17.15 Różaniec Fatimski 18.00 Msza Święta Eucharystia w intencji rodzin III środa miesiąca godz. 18.00 Nabożeństwo do Matki Kościoła Środa godz. 17.15
|
|