|
Strona 5 z 5
,,Warunkiem nie do pominięcia w ewangelizacji będzie osiągnięcie i docenienie autentycznego zmysłu wiernych, który przyjmuje Ewangelię w jej pełni, odrzucając ducha tego świata, zgodnie z zachętą Św. Pawła: ,, nie bierzcie więc wzoru z tego świata’’ ( RZ 12.2) ŚWIADECTWA BYŁYCH WIĘŹNIÓW
,, W szkole Jezusa, nauczyciela autentycznego człowieczeństwa, dowiadujemy się, że przemoc wyniszcza osobę i rujnuje społeczeństwo, że zło prowadzi do śmierci ducha wcześniej jeszcze przed zniszczeniem jednostki. Słuchając Jego głosu, uświadamia się cudowne bogactwo projektu, jaki Bóg ma wobec każdej osoby ludzkiej’’
,,Myślą, że chodzenie do kościoła jest czymś wstydliwym’’
Drogi Kiko, (list napisany przez byłego więźnia, nigdy nie wysłany)
Pokój Pana zmartwychwstałego niech zawsze będzie z tobą. Nazywam się Pasquale i jestem z pierwszej wspólnoty neokatechumenalnej z więzienia Poggioreale w Neapolu. Jestem zadowolony, ze mogę napisać do ciebie ten list, dlatego, że kiedy posłali nam zaproszenia o katechezach, ja poszedłem, żeby słuchać, ale tylko z powodu mojej sprawy, dlatego, że chciałem sobie kupić księdza, dlatego, że już byłem w więzieniu od ośmiu miesięcy, i myślałem, że ksiądz mógłby mi pomóc stąd wyjść. Ale nie wiedziałem, że Pan miał już dla mnie zupełnie inny projekt. I kiedy poszliśmy słuchać katechez, było nas osiemdziesięciu zatrzymanych. Katechiści mówili, ale my nie słuchaliśmy ich. Mówili o tej drodze neokatechumenalnej. Mówili o tym Hiszpanie, o tym Kiko, mówili o Dziewicy Maryi, ale mnie osobiście nic to nie obchodziło, bo ja myślałem tylko o tym, żeby wyjść z więzienia. Myślałem o wszystkich moich problemach, które czekały na zewnątrz, myślałem o wszystkich latach więzienia, które już miałem za sobą i w których nikt mnie nie uwolnił; jak mógłby mnie uwolnić Jezus Chrystus? Ale katechiści w czasie katechez mówili nam, ze Pan może nas uwolnić z naszych niewoli. Ja szczerze mówiąc, nie wierzyłem im i mówiłem: ,, To wszystko głupoty. Czego chcą ci idioci? Oni teraz pójdą do domu, a my zostaniemy tutaj zamknięci. I oni będą nam mówić te wszystkie kretyństwa. Mnie to nic nie obchodzi’’. Myślałem, ze kiedy wyjdę, będę musiał sprzedawać narkotyki, będę musiał okradać ludzi, żeby robić pieniądze. Nawet myślałem, żeby przyłączyć się do jakiegoś klanu Camorry dlatego, że chciałem się zemścić za wszystkie krzywdy, jakich doświadczyłem. Ale cos w czasie katechez rodziło się we mnie. Każda katecheza, której słuchałem, przygważdżała mnie do krzesła, nie mogłem już więcej słuchać głosu moich kolegów. Pan coś chciał we mnie zrodzić, ale ja jeszcze nie chciałem zaakceptować tej rzeczywistości. Pan wiedział, jak mnie posiąść, On wiedział, jaki jestem ohydny. Ale Pan mnie nie opuścił. Wiedział, ze ja Go potrzebowałem, Pan był mi naprawdę bliski, dlatego że wiedział, że jestem słaby. Wiedział o moich prześladowcach i nigdy mnie nie opuszczał. Potem zaczęły się prześladowania. Moi przyjaciele zaczęli mówić, że ja jestem głupi. Mówili mi ciągle: ,,Jak ty tam możesz siedzieć i słuchać tych kretyństw?’’. Ale Pan nie pozwalał mi odejść. On wiedział, że Go potrzebowałem. W więzieniu trudno jest słuchać Słowa Bożego, dlatego, ze wszyscy myślą, ze pójście do kościoła jest czymś wstydliwym. Dlatego, że ja też tak myślałem i nie byłem bierzmowany, nie miałem Pierwszej Komunii, ani nigdy w moim życiu nie spowiadałem się, co więcej, jasno mówiąc, księża i zakonnice wydawali mi się antypatyczni i niektórych z nich nawet okradałem. Ale Pan wiedział, dokąd ma mnie zaprowadzić, do tego nowego życia…W czasie liturgii pokutnej zamykałem się w sobie, ponieważ bałem się spowiadać. Bałem się być osądzony, bałem się wstydu. Ale w czasie liturgii coś się we mnie stało, nie wiem jak to wyjaśnić, stanąłem nagle przed księdzem, nie wiedząc nawet, jak to się stało. To tam zechciał mnie przyprowadzić Pan, abym wewnątrz siebie poczuł radość, abym odczuł miłość, którą wobec mnie żywił, abym odczuł , że On naprawdę mnie kocha, że On naprawdę przebaczył wszystkie moje grzechy, dlatego , że myślałem, ze moje życie było niczym, przez trybunały, zawsze byłem skazywany, zawsze dawali mi wiele lat więzienia. Ale podczas liturgii pokutnej widziałem jak Pan wobec tych wszystkich złych rzeczy, wobec wszystkich narkotyków, które sprzedawałem wszystkim biednym, niewinnym dzieciakom, widziałem, że Pan mi przebaczył. A więc zrozumiałem, że jest Bóg, który mnie nie potępiał, ale przebaczył mi wszystkie grzechy. Ale myślałem, ze radość i miłość, które Pan zechciał mi dać, skończyły się na tej liturgii pokutnej, ale Pan jeszcze raz objawił mi się poprzez celebrację Biblii( liturgia Słowa, przyp. red.). Dlatego, ze po celebracji wróciliśmy do celi i ja otworzyłem Biblię tak, jak się otworzyła, i czytanie, które z tego wynikło, to było właśnie to czytanie: ,, Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!’’. Pan Bóg pozwolił mi zrozumieć, że tym Łazarzem, który był w tym grobie, byłem ja. Pan powoli dawał mi zrozumieć, że chciał na nowo dać mi życie. Chciał mi dać przeżyć jeszcze większą radość, jeszcze piękniejszą: celebrację Eucharystii. Tam naprawdę Pan zaczynał otwierać tę Drogę, dlatego, że każda rzecz zaczynała mnie dotykać: psalmy, pieśni… …Ale nagle cos się stało… i zaczęło się również prześladowanie szyderstwem. Koledzy w celi zaczęli mi mówić: ,, Ale kto ci to każe robić?... i miesiąc po miesiącu Pan naprawdę sprawiał, że coś się we mnie rodziło; dawał mi zrozumienie, chociaż ja poszedłem na katechezy po to, aby kupić sobie księdza i żeby wyjść z więzienia. Ale Pan dawał mi czuć się coraz szczęśliwszym. Pozostawałem ciągle w więzieniu, ale Pan wyzwalał mnie wewnątrz od mojej złości, od mojej niewoli, od niewoli narkotyków, od niewoli zła, Pan dawał mi zrozumieć, ze to nie pieniądze są moim życiem, że to nie pieniądze, ale że jest nim moja rodzina. Ponieważ ja myślałem, że pieniądze są tylko dla mnie, Pan dawał mi zrozumieć, ze musiałem iść do pracy i nie mogłem kraść i sprzedawać narkotyków. Rzeczą najpiękniejszą było to, kiedy moja żona przychodziła na rozmowy, a ja mówiłem jej o wspólnocie. Moja żona widziała, że się zmieniłem, ale mówiła, że byłem głupkiem, dlatego, że mówiłem, że kiedy wyjdę z więzienia, zaprowadzę ją do kościoła i ożenię się z nią. Ale ona w to nie wierzyła. Już dziesięć lat byliśmy razem. Mieliśmy tylko ślub cywilny. A ona ciągle mi mówiła, że jestem wariatem, dlatego, ze ja jej mówiłem, ze musze przyjąć Pierwszą Komunię, ale ona w to nie wierzyła. … Naprawdę rodził się Jezus Chrystus, dlatego, że zdawałem sobie sprawę, że już nie obchodziło mnie wyjście z więzienia. Pan zaczynał mówić wewnątrz mnie, mówił do mojego serca. Czułem Go zawsze blisko dzięki pieśni: ,, Kto nas odłączy od miłości Boga?’’ Nie robiłem nic innego poza śpiewaniem tej pieśni. … Czas mijał, a ja sobie z tego nie zdawałem sprawy… Pan jeszcze raz chciał mi dać przeżyć coś pięknego, dlatego, ze sędzia dał mi osiem dni przepustki. Ale tym razem nie było tak, jak poprzednimi razy, dlatego, że czułem coś innego niż poprzednio, kiedy wychodziłem z więzienia. Poprzednimi razy kombinowałem natychmiast, żeby zrobić pieniądze, ale tym razem Pan naprawdę zmieniał moje życie. Dlatego, ze Pan postawił przede mną drogę dobra i zła… był mi naprawdę bliski, i to naprawdę On trzymał mnie za rękę, dlatego, że mnie kochał i wyprowadził mnie z wielu moich niewoli, z których nikt nie mógł mnie wyprowadzić- z niewoli narkotyków. … Byłem bardzo zadowolony, bo czułem, jak Pan zaczyna mówić do mojego serca, dawał mi radość z powrotu do więzienia, bo na pewno, gdybym nie poznał Pana, nie wróciłbym. Po ośmiu dniach przepustki, które spędziłem w domu z moją żoną i z dwójką moich dzieci, było bardzo pięknie, bo było zupełnie inaczej niż poprzednio. Poprzednio nie było dla mnie ważne przebywanie w domu, bo natychmiast biegłem do moich przyjaciół, żeby zobaczyć, jak mogłem robić pieniądze, a mówiąc jasno, gdzie mogłem iść i kraść. Ale potem wróciłem do więzienia pogodny i spokojny… … Nasi katecheci przyjechali spotkać się z nami, celebrowaliśmy Eucharystię i w pewnym momencie wszedł sierżant z dwoma strażnikami. Zawołali mnie, żebym wyszedł, bo byłem już wolny. Ale ja nie czułem więcej tego pragnienia, żeby wyjść, i powiedziałem im, że nie wyjdę, aż się skończy Eucharystia. Kapelan i katechiści poprosili mnie, żebym wyszedł, bo byłem wolny i mogłem wyjść, ale ja nalegałem, ponieważ chciałem skończyć Eucharystię. Strażnicy mówili mi, ze jestem wariatem, bo nigdy nie widzieli człowieka, który nie chce wyjść z więzienia. Dlatego, że normalnie wszyscy, kiedy wychodzą, porzucają wszystko, aby tylko wymknąć się stamtąd. Ale ja czułem, że Pan mówił do mojego życia. Kiedy wyszedłem z więzienia, Pan postawił przede mną drogę dobra i drogę zła. Wybrałem drogę Jezusa Chrystusa, drogę wąską, trudną i drogę pod górę, i zacząłem robić dalej Drogę w dziesiątej wspólnocie św. Jakuba, chociaż miałem wiele trudności, bo mieszkałem daleko i nie miałem pracy i nie mogłem jeździć, bo brakowało mi pieniędzy na benzynę, ale Pan był zawsze blisko mnie i tak zacząłem doświadczać Opatrzności Bożej i dostrzegać, że On jest ojcem życia. Jako pierwszą rzecz, chciałem przyjąć Sakrament Bierzmowania, który potrzebny mi był do tego, żeby się ożenić w Kościele, i byłem zadowolony, że jeden z katechistów z więzienia zechciał być moim świadkiem. Potem poprosiłem go także, by był świadkiem na moim ślubie i on się zgodził. Dzień mojego ślubu był piękny, dlatego, że naprawdę czułem, ze Jezus Chrystus przychodził, aby związać mnie większą mocą z moją żoną, której sprawiłem już wiele cierpienia, kiedy brałem narkotyki i żyłem w śmierci; to On dawał mi możliwość posiadania rodziny chrześcijańskiej w prawdziwym sensie tego słowa. Miałem trudności z moim otoczeniem, z krewnymi, którzy nie wierzyli, że mogłem się zmienić, że to było możliwe, gdyż ja zawsze składałem obietnice a potem ich nie dochowywałem, z moimi przyjaciółki, z którymi chodziłem kraść i którym mówiłem, ze jest Pan, który wybawia nas z naszych niewoli. Ale oni mi mówili, że jestem wariatem. Jednak widziałem, jak było ważne mówić o Bogu, dlatego, ze Pan mnie umacniał, najpierw mnie, bo czuł, ze ja Go potrzebowałem. Widziałem Pana jak przewidywał wszystko dla mnie i dla mojej rodziny. Zacząłem pracować zbierając nocami śmieci, w prywatnej firmie, wysilając się bardzo, dlatego, że nie chciałem wyrzec się uczestniczenia w liturgiach we wspólnocie. Potem, kiedy firma straciła działkę, zostałem bezrobotny. Po jakimś czasie Bóg się zatroszczył i znalazłem prace jako murarz. Było to dla mnie wyniszczające, bo musiałem wstawać bardzo wcześnie rano i cierpiałem ogromnie z powodu zmęczenia, bo ja nigdy w życiu nie pracowałem w ten sposób. Nie akceptowałem tego, bo sprzedając narkotyki pracowałem mniej i zarabiałem o wiele więcej. Ale krok po kroku Pan dawał mi zrozumieć, ze tylko On jest ważny i że musiałem pracować, by utrzymać moją rodzinę i że rzeczą najważniejszą było głoszenie Jego miłości kolegom. Rzeczą najpiękniejszą jest dla mnie mówienie o Jezusie Chrystusie Zmartwychwstałym, dlatego, ze On naprawdę wyciągnął mnie z głębokiej przepaści, z ciemności śmierci, w której nie widziałem światła. Ale Pan mnie przyprowadził do światła, dał mi życie i za to wszystko chcę Mu dziękować. Chce dziękować Drodze neokatechumenalnej dlatego, że jeśli nie poznałbym Drogi, byłbym nadal sprzedawcą narkotyków, nadal wyrządzałbym ludziom zło. Ale Pan naprawdę był dobry, naprawdę kocha mnie jak ojciec. Jest jedynym ojcem, którego miałem w życiu, dlatego, że ja byłem wychowywany bez ojca. Jest jedynym prawdziwy ojcem, który kochał mnie ze wszystkimi moimi grzechami. Pewnego dnia zdarzyło mi się, ze musiałem jechać na pewien proces, za jakąś starą historię z narkotykami, ale już się nie martwiłem, że będę musiał wrócić do więzienia, chociaż było mi przykro z powodu mojej rodziny i mojej wspólnoty. A Pan ukazał mi swoje wielkie ojcostwo, bo również w tym fakcie nie pozostawił mnie samego. Na proces przyjechali także bracia z mojej wspólnoty, którzy czekając, zaczęli się modlić razem ze mną, pomom tego, że było tam wielu ludzi. Dzięki ich modlitwom i dzięki pomocy Pana sędzia powiedział mi, że jestem wolny i nie muszę wracać do więzienia. Po tych latach, drogi, poprzez prześladowania, poprzez udręki, Pan daje mi przeżywać najpiękniejsze dni mojego życia, dlatego, że w mojej dzielnicy było przedtem wiadomo, że kradłem, że sprzedawałem narkotyki: a teraz najpiękniejsze jest to, że widzą mnie, jak mówię tylko o Jezusie Chrystusie. Drogi Kiko, nigdy bym nie skończył opowiadać ci o cudach, jakie Pan mi uczynił, dał mi doświadczyć radości z posiadania jeszcze jednego dziecka ( Emmanuel= Bóg z nami, przyp.red.) i potem, po jakimś czasie, następnej córki. Mogłem czuć się naprawdę ojcem i mogłem dać do zrozumienia moim dzieciom, że w moim życiu zawsze się myliłem, ale dzisiaj jest Jezus Chrystus, który mnie akceptuje ze wszystkimi moimi grzechami i ze wszystkimi trudnościami, że istniej Bóg Ojciec, który zawsze troszczy się o nas. Dziwiłem się samemu sobie. Widzę, jak Pan posługuje się mną, aby nieść Jego Słowo pomimo tego, że ja nie jestem godny dawać świadectwo. Rzeczywiście, niektórzy moi przyjaciele z dzieciństwa, z którymi kradłem, teraz przychodzą i słuchają katechez, a by wejść do wspólnoty.
Na końcu tego listu córka Pasquale dodała:
Drogi Kiko, Jestem dziewczynką, mam dziewięć lat i ja także wybrałam drogę Pana, jak to zrobił mój ojciec, który był narkomanem i złodziejem. Zrozumiałam, że rzeczą najważniejszą jest mieć radość, miłość, braterstwo z Bogiem i z naszym bliźnim. Pan zmienił moją rodzinę. Zawsze idziemy z Panem i nigdy Go nie zostawimy i zawsze będziemy za Nim iść, dlatego, że pieniądze nie czynią człowieka szczęśliwym, przeciwnie, czynią go nieszczęśliwym, ale jeżeli człowiek idzie drogą Pana i drogą pokoju, jest szczęśliwy, jak ja i moja rodzina, którą odmienił, którą wyprowadził z trudności, uczynił nas szczęśliwymi, radosnymi, pełnymi światła Pana, które weszło do naszych serc. cdn. P.Astorri, G. Carotenuto, P. T. Mengon, S. Spagnuolo, P.L Zocca, Uwięzieni, ale wolni!,Kraków 1997, s.155-168.
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 nast. » koniec »» |